Od wczoraj o niczym innym sie w mojej taksówce, praktycznie nie mówi. To ile było tych dronów? Zwykle zagajają rozmowę klienci lub ja. Tytuł posta "kupiłem" za jednym z portali. Pasuje do tego co słyszę jeżdżąc po Warszawie wysłuchując emocji, strachu, zmartwienia, podeekscytowania, lęku o bliskich, bo syn w wieku poborowym. Troski o przyszłość. Generalnie wszyscy rozmówcy nie wierzą w wojnę pełnoskalową. Spora część zaczyna od "nie wiem co o tym sądzić" i puszcza oko, że to niby Ukraińcy wysłali te drony na nas. Jak mówię, że przyleciały znad Białorusi to słyszę, ale po co mieli by nas atakować? Po za tym ostrzegali nasze wojsko o dronach i u siebie nad Białorusią, zestrzelili kilka...
Tak sobie myślę, tę wojnę na poziomie informacyjnym już przegraliśmy. Dlaczego ludzie wierzą facebookowym mędrcom ze wschodu (ruskie trole) a nie przyjmują informacji od swojego rządu czy wojska? Nie ma prostej odpowiedzi. Myślę, że popełniamy jakiś masakryczny błąd w komunikacji. Używamy języka który nie przebija się, nie jest zrozumiały lub jest wyzuty z empati? Co jest z nami nie tak? Jak powinniśmy ze sobą rozmawiać, żeby zgodzić się przynajmniej co do faktów? Dlaczego tak relatywizujemy wysiłek jaki Ukraińcy podejmują walcząc z najeźdźcą? Francuski klient w drodze do hotelu, opowiadał mi, że Ukraińcy wcale nie chcieli odłączać się od Rosji, że to amerykanie wywołali Pomarańczową rewolucje a Putin tylko broni swoich Rosyjskich obywateli. Ciekawe co by powiedział jakby Brazylia najechała Gujanę Francuską ich terytorium zamorskie? Mimo wszystko był ciekaw innej perspektywy. Dopytywał co my Polacy o tej wojnie sądzimy.
Albo jeszcze inna opinia. Na moje stwierdzenie, że 35 lat temu też byliśmy w orbicie sowieckiej pasażer odpowiada: Tak ale u nas nie ma Rosjan, czy ludności rosyjskojęzycznej... Putin tylko broni swoich. I to ma usprawiedliwiać siłową zmianę granic.
Fot. Uliczka w Browarach Warszawskich


