sobota, 19 października 2024

Paryscy taksówkarze

Podwożę dwójkę klientów z Belgii. Pracują w IT i często bywają w Polsce. Chętnie nawiązują kontakt. Rozmawiamy o pracy. Dlaczego zrezygnowałem z poprzedniego "życia" zawodowego, z zainteresowaniem dopytują w drodze na lotnisko.

Zaskoczyli mnie informacją o paryskich taksówkarzach którzy mogą handlować swoimi limitowanymi przez prawo licencjami taksówkarskimi. Znając siłę francuskich związków branżowych chętnie w to wierzę. przypominając sobie z jakim uporem i wiarą motorniczowie np. TGV bronią swoich praw do wcześniejszej emerytury, w wieku, jeśli się nie mylę, 55 lat i systematycznie strajkują w obronie tego przywileju. Taki zapis o wcześniejszej emeryturze dla maszynistów, miał sens kiedy kolejarze zasypywali węglem buchający parą piec lokomotywy ze względu na ciężkie warunki pracy. Dzisiejsze pociągi nie wymagają takiej obsługi.

No więc taksówkarz przechodzący na emeryturę "sprzedaje" swoją licencję za 300 tys. euro, dopytuję pasażerów zaciekawiony? Sprawdzałem na Google tam jest mowa o 10 cio letnim oczekiwaniu na licencje i koszcie 230 tys. Tak czy siak to bardzo drogi interes! Myślę podobne kwoty, koszty ponoszą kandydaci na pilotów jumbo jet-ów? Wg tej samej przeglądarki koszt licencji pilota to 150-200 tys. zł

Od dziś myślę jak zostać paryskim taksówkarzem :)

Zdjęcie z www.istockphoto.com


Co słyszę od klientów?

Ładnie u pana pachnie. O jak przestronnie! I można się napić wody i naładować telefon? Wysoki ten samochód i wszystko widać! Są pasażerowie dziękujący za ciekawą rozmowę, za pomoc w załadunku i wysiadaniu :)
Praca która sprawia przyjemność! Wczoraj w piątek testowałem jazdę do 2:30 w nocy. Inni klienci inne zlecenia, ale o różnicach między klientami z Ubera a polską korporacją taksówkarską kiedy indziej...
cdn.

Wstyd

Przepraszam czuję się nieprofesjonalnie i głupio - powiedziałem do klientki po tym jak zawiozłem ją 8 km od właściwego celu. Zawiodła czujność i nawigacja. Starszy typ telefonu i brak refleksji, że tym razem jest inaczej niż zwykle przy wyszukiwaniu adresu. Rutyna... wstyd przyznać. Zaproponowałem, że zamknę rachunek i oczywiście zawiozę klientkę w miejsce docelowe. Pasażerka już do końca podróży zachowała czujność i obserwowała na swoim telefonie jak jedziemy. Zdziwiłem się, że ta sama aplikacja pokazała inną drogę dojazdu u mnie i u klientki. Na koniec zostawiła u mnie swoją torebkę. Na szczęście szybko się zorientowała i mnie zatrzymała.

Dwa razy sprawdzaj, pytaj jaka dzielnica docelowa. Weryfikuj zanim wyślesz info do klienta o swoim przybyciu czy nr na budynku zgadza się z tym co pokazuje Google Maps. Swoją drogą jak chcesz dać rabat na koniec podróży to nie możesz bo po 20 minutach kasa fiskalna blokuje taką możliwość, to samo jeśli chciałbyś anulować paragon. I bądź tu pro kliencki. Wiem, że to zabezpieczenia przed nadużyciami, ale krępują ruchy. Muszę podpytać starszych kolegów jak sobie z tym radzą.

Screen z Google Maps


piątek, 4 października 2024

Hazard

Hej, k..wa nie śpij, przestań patrzeć w ten telefon - przywitał się klient "serdecznie".

Po ciekawych doświadczeniach z jazdą na różnego rodzaju międzynarodowe aplikacje taksówkowe poszukuję swojego najlepszego modelu biznesowego podpisując umowę z jedną ze znanych warszawskich korporacji taksówkowych.

Mój drugi dzień w pracy, podjeżdżam pod Royal Casino, a właściwie pod Mercure Grand od Kruczej. Wejście do kasyna znajduje się za rogiem, od Wspólnej. Zaparkowałem, mam jeszcze kilka minut do odebrania pasażera, relaksuję się po nieudanym podjęciu poprzedniego klienta tzw. "minie" (klient zapomniał poinformować, że już nie potrzebuje taksówki...). Wybieram kolejne piosenki do mojej taksówkarskiej listy przebojów, na Spotify i nagle wyrywa mnie z butów starszawy pan. Instruuje mnie, żebym tu szybko zakręcił na podwójnej ciągłej będzie szybciej. Pojedziemy 1,5 km żeby mógł podjąć gotówkę i wrócić grać.

cdn...

No k...wa z..dalaj szybciej - pokrzykuje "gość". Jedziemy 1500 m pasażer każe czekać. Po 10 minutach myślę kolejna mina. Nie jednak nie. Dogryzając, na szybko złapanym pętem, kiełbasę, klient ordynuje w swój niepowtarzalny, przypominający stylem lata 90 te, powrót. Zdąży mi jeszcze opowiedzieć na jaką wygraną liczy.

Epilog. 

Dzień później ten sam adres domowy i przejazd 800 m, bo w drodze powrotnej do kasyna bliżej ze względu na jednokierunkowe ulice. W końcu przypomniał sobie, że razem jechaliśmy poprzedniego dnia. Opowiedział o swoich problemach rodzinnych i jak zwykle zostawił sowity napiwek.


Zdjęcie z blogger.googleusercontent.com

Wstyd

 Piątek 18:30. Telefon z centrali korporacji Taxi z którą współpracuję. Krótko jest reklamacja na twój przejazd... Co mam zrobić? Przywieź h...