Hej, k..wa nie śpij, przestań patrzeć w ten telefon - przywitał się klient "serdecznie".
Po ciekawych doświadczeniach z jazdą na różnego rodzaju międzynarodowe aplikacje taksówkowe poszukuję swojego najlepszego modelu biznesowego podpisując umowę z jedną ze znanych warszawskich korporacji taksówkowych.
Mój drugi dzień w pracy, podjeżdżam pod Royal Casino, a właściwie pod Mercure Grand od Kruczej. Wejście do kasyna znajduje się za rogiem, od Wspólnej. Zaparkowałem, mam jeszcze kilka minut do odebrania pasażera, relaksuję się po nieudanym podjęciu poprzedniego klienta tzw. "minie" (klient zapomniał poinformować, że już nie potrzebuje taksówki...). Wybieram kolejne piosenki do mojej taksówkarskiej listy przebojów, na Spotify i nagle wyrywa mnie z butów starszawy pan. Instruuje mnie, żebym tu szybko zakręcił na podwójnej ciągłej będzie szybciej. Pojedziemy 1,5 km żeby mógł podjąć gotówkę i wrócić grać.
cdn...
No k...wa z..dalaj szybciej - pokrzykuje "gość". Jedziemy 1500 m pasażer każe czekać. Po 10 minutach myślę kolejna mina. Nie jednak nie. Dogryzając, na szybko złapanym pętem, kiełbasę, klient ordynuje w swój niepowtarzalny, przypominający stylem lata 90 te, powrót. Zdąży mi jeszcze opowiedzieć na jaką wygraną liczy.
Epilog.
Dzień później ten sam adres domowy i przejazd 800 m, bo w drodze powrotnej do kasyna bliżej ze względu na jednokierunkowe ulice. W końcu przypomniał sobie, że razem jechaliśmy poprzedniego dnia. Opowiedział o swoich problemach rodzinnych i jak zwykle zostawił sowity napiwek.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz